Edukacja dla Pokoju

Rahman Qul (1956-2007)

Poległ z ręki wrogów edukacji i rozwoju, z ręki tych, którzy nie chcieli dopuścić, by ojciec mój zrealizował swoje marzenie o bardziej dostatnim i szczęśliwszym Afganistanie. Stowarzyszenie Edukacja dla Pokoju

Rahman Qul

Rahman Qul, syn Haidera Qula, urodził się wiosną 1956 roku w wiosce Arabsza Pajan (Arabshah Payan), znajdującej się w regionie Chanczarbagh należącym do prowincji Farjab. Rahman był pierwszym dzieckiem swoich rodziców. Jego ojciec i wujek trudnili się rolnictwem, żyjąc na granicy ubóstwa.
W 1961 roku, w wieku siedmiu lat, Rahman rozpoczął edukację w szkole podstawowej w Chanczarbagh, zwanej dziś Gimnazjum Chanczarbaghskim (Khancharbagh Lycée). Po jej ukończeniu kontynuował naukę w liceum w miejscowości Abumuslim, oddalonej o około 8 km od naszej rodzinnej wioski Arabsza Pajan. Ponieważ mojego ojca nie stać było na rower, jako środek transportu służyć musiał należący do mojego dziadka osioł; zimą trasę do szkoły Rahman pokonywał na własnych nogach. Ukończywszy w 1973 roku szkołę średnią w Abumuslim, mój ojciec, który zdążył już rozwinąć w sobie pasję dla nauk ścisłych, zdecydował się na pogłębianie swojej wiedzy na studiach wyższych; w 1974 roku rozpoczął naukę na Wydziale Biologii i Chemii Uniwersytetu Balchijskiego (Balkh University) w Mazar-i Szarif (Mazar-e Šarif). Rok później został jego absolwentem.
Wkrótce po zakończeniu studiów, w roku 1976, poślubił moją matkę, jednak ledwie piętnaście dni po ślubie Rahman wcielony został do armii i odkomenderowany do Kabulu. Służba wojskowa pochłonęła dwa lata życia mojego ojca, i nie były to, o czym mój ojciec często wspominał, najprzyjemniejsze chwile. Z jednej strony Rahmana gnębiła choroba mojego dziadka i brak środków do życia, z drugiej natomiast zawisło nad nim niebezpieczeństwo ledwie co rozpętanej wojny.
Jakby tego było mało, w okresie tym do głosu dochodzić zaczął nowo powstały ruch mudżahedinów. Na szczęście dla mojego ojca, jego służba w szeregach kabulskiej armii dobiegła końca w 1978 roku. Rahman powrócił do domu, a następnie podjął pracę jako nauczyciel w szkole podstawowej w Chanczarbagh.

W latach nauki Rahman zmuszony był sam troszczyć się o swój byt. Imał się więc najprzeróżniejszych prac. Jako uczeń liceum w Abumuslim Rahman kupował kurczaki i jajka od rolników, by później sprzedawać je z zyskiem na bazarze w Andchoj (Andkhoi). Razem ze swoim szkolnym kolegą otworzył też w wiosce sklepik, gdzie popołudniami sprzedawali mięso i pracowali jako rzeźnicy.
W późniejszym czasie Rahman musiał pogodzić pracę nauczyciela z uprawą ziemi, z którą mój dziadek sobie nie radził; mogę śmiało powiedzieć, że dola ojca była naprawdę ciężka. Za pierwszą pensję nauczycielską Rahman kupił wreszcie rower, który do dziś służy nam wiernie w naszej rodzinnej wiosce.

W czasie, gdy na świat przyszedłem ja i moje dwie siostry, Samija i Fauzija, ojciec został ponownie wcielony do armii i musiał udać się do Mazar-i Szarif. W tamtejszych koszarach przebywał w latach 1985-1987. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy wybraliśmy się razem z matką i dziadkiem z wizytą do ojca, po raz pierwszy dane mi było także ujrzeć Mazar-i Szarif.

Z chwilą śmierci mojego dziadka cała odpowiedzialność za utrzymanie rodziny spadła na barki Rahmana Qula. Moja pamięć przechowuje obrazy ojca zapracowującego się na śmierć, uprawiającego melony, arbuzy i inne rośliny, i nigdy nie kładącego się wcześniej niż po północy. W 1987 roku Rahman został asystentem w żeńskiej szkole w Julduz (Yulduz), ucząc jednocześnie fizyki w klasach jedenaście-dwanaście.
W tamtym okresie ojciec przyłączył się do organizacji pozarządowej VUSAF, co zbiegło się z pierwszą wizytą Ursuli Nölle, założycielki tej organizacji, w Andchoj; dokładnej daty tego wydarzenia nie potrafię jednak przywołać. W 1997 roku ojciec przeniósł się, jako asystent, do liceum w Abumuslim, którą to posadę opuścił z kolei rok później, aby w pełni poświęcić się pracy dla VUSAF.

Już wcześniej jednak, w roku 1994, Rahman zasilił szeregi Organizacji Save the Childen ('Ratujmy Dzieci'), pracując przez dziesięć lat, do 24 lutego 2004 roku, jako asystent kredytodawcy udzielającego mikrokredytów.
Z roku na rok mój ojciec stawał się coraz bardziej zaangażowany i oddany sprawie VUSAF oraz fundacji Save the Children. W końcu zdecydował się na porzucenie szkoły, by poświęcić cały swój czas, umiejętności i serce organizacji VUSAF. Praca, którą wykonywał - pomoc niesiona potrzebującym, budowa szkół i kształcenie dzieci - czyniła go szczęśliwym człowiekiem. Zwykł był mawiać, że to właśnie ciężka praca zapewni nam pomyślniejszą przyszłość i lepsze wykształcenie. Jego działalność pochłaniała go do tego stopnia, że nie miał czasu nawet na wesela urządzane przez przyjaciół.
Przez cały czas pracował do utraty tchu i wszystkie swe myśli poświęcał edukacji innych. Ja także pomagałem mu często w jego pracy i chyba nigdy nie zapomnę tych niezliczonych nocy, gdy nie zmrużyliśmy nawet oka. Sensem życia mojego ojca, jak zresztą on sam to postrzegał, było podwyższenie poziomu wykształcenia i poprawienie warunków życiowych w powojennym Afganistanie.

W 2005 roku mój ojciec nawiązał współpracę z polskim Stowarzyszeniem "Edukacja dla Pokoju" (występującym w tamtym czasie pod nazwą "Szkoły dla Pokoju"). Zarządzał realizacją projektów stowarzyszenia w prowincji Farjab, takich jak budowa dwóch szkół w miejscowości Qaramqul w pobliżu Andchoj (liceum w Qaramqul oraz Gimnazjum dla dziewcząt im. Nasswan Yusuf Merzaiee), a także nadzorował programy edukacyjne realizowane przy udziale wolontariuszy Stowarzyszenia (kursy informatyczne i nauka języka angielskiego).
Mój ojciec posiadał niezłomną wolę i ducha, przez całe życie przeciwstawiając się reżimom panującym w Afganistanie - zwalczał on zarówno Sowietów, jak i talibów.
W czasie wojny ze Związkiem Radzieckim Rahman Qul prowadził ścisłą współpracę z liczną grupą nauczycieli, inżynierów, lekarzy i innych specjalistów, którzy zakładali i wspierali ruch oporu w różnych częściach kraju. W wojnie przeciwko ZSRR z ręki komunistów zginęło wielu bliskich przyjaciół mojego ojca.

Z równym zapałem ojciec mój przeciwstawiał się reżimowi wprowadzonemu przez talibów. Pamiętam dobrze, że w czasach, gdy mieszkaliśmy w naszej rodzinnej wiosce Arabsza Pajan, ojciec co noc zaczytywał się w opasłych księgach składających się na domową biblioteczkę; kiedy pojawili się talibowie, musiał spalić je wszystkie.
Zanim w naszej wiosce Arabsza Pajan pojawili się Talibowie, mniej więcej trzynaście lat temu, wymykał się po kryjomu raz na tydzień w nieznane nam miejsce, a po powrocie nigdy nie opowiadał nam o celu swojego zniknięcia. Co jakiś czas w naszym salonie zjawiali się tajemniczy przyjaciele ojca, jednak tych gości nam nigdy nie wolno było oglądać. Ludzie ci zostawali często do rana, opuszczając nasz dom w godzinach świtu, zanim którykolwiek z domowników zdążyłby się przebudzić.

Mój ojciec, najstarszy spośród całego rodzeństwa, miał trzech braci i cztery siostry: panią Nijaz, pana Nura Muhammada, panią Szirin, panią Dżamilę, panią Halimę, hadżiego Murtaza Qula i pana Muhammaddullaha. W czasie wojny mężowie pań Nijaz i Dżamili oddali swoje życie w imię Allaha jako szahidzi (šahid), to znaczy na polu walki. Mąż pani Nijaz zginął w walce z oddziałami armii radzieckiej, natomiast mąż pani Dżamili (tzn. brat matki Mardan Qula) stracił życie podczas wojny domowej toczonej przez wojska Ahmada Shaha Masuda i Raszida Dostuma. Pani Nijaz ma syna, który studiuje w Instytucie w Dżouzdżan (Jowzjan), zaś pani Dżamila ma dwóch synów i córkę. Cała trójka uczy się w liceum w Chanczarbagh. Rahman Qul osierocił jednego syna, Mardan Qula, i pięć córek (Samiję, Fauziję, Farzanę, Neginę i Ansę).

Gwałtowny koniec życia mojego ojca i jego walki o lepszy Afganistan nastąpił w dniu 17 lutego 2007 roku. O godzinie 18:15 Rahman Qul został zastrzelony z karabinu na progu naszego domu. Poległ z ręki wrogów edukacji i rozwoju, z ręki tych, którzy nie chcieli dopuścić, by ojciec mój zrealizował swoje marzenie o bardziej dostatnim i szczęśliwszym Afganistanie.
Rahman Qul, mój ojciec, nie był typowym rodzicem ani dla mnie, ani dla moich sióstr. Był on bowiem zarówno naszym szczerym przyjacielem, jak i nauczycielem, szczególnie w tych trudnych chwilach, gdy ze względu na działania wojenne nie mogliśmy uczęszczać do szkoły. Bardzo nam go brakuje.

Mardan Qul
syn Rahmana
październik 2007